wtorek, 18 lipca 2017

"Szakszuka" bez pomidorów

Uwaga uwaga, post śniadaniowy nie na słodko! *fanfary* 
To pewnie już drugi, lub trzeci od 5 lat.. :-)

Od paru dni jestem na małym "detoksie" cukrowym - jem owszem owoce, ale w niedużych ilościach, zwykle raz dziennie, więc pojawiają się wytrawne śniadania (w ogóle pojawiają się śniadania..).
Nie powiem, ładnie popłynęłam w ostatnich tygodniach (zostały ze mną na dłużej nawyki z czasu braku apetytu czyli jedzenie czegokolwiek, co kończyło się kawą i ciastem na "śniadanie" o 12.)
Jak widzicie - dietetycy tez miewają słabsze okresy, ale już wracam do siebie, bo mi sezon warzywny zniknie zanim się oglądnę.

Dzisiaj przepis, który przyda się Wam gdy już zostaniecie zasypani cukinią - z własnej działki, od sąsiada, koleżanki.. jak u nas się zaczyna to mam ochotę rozłożyć stragan :-)
Ideą szakszuki są oczywiście pomidory, ale nie wszyscy je lubią, szczególnie na ciepło, a jajka na aromatycznych warzywach ze świeżą kolendrą są przepyszne!






"Szakszuka" bez pomidorów 
przepis na 1 porcję, która dostarcza średnio:
190 kalorii; 15.5 g białka; 10.5 g tłuszczu; 8 g węglowodanów
  • 2 jajka
  • 80 g cukinii
  • 1/2 małej, żółtej papryki
  • 2 łyżki posiekanej, czerwone cebuli
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • łyżka posiekanej, świeżej kolendry
  • łyżeczka sosu sojowego
  • ostra papryka




Cebulę siekamy, paprykę kroimy w kostkę a cukinię w plasterki (większe plastry jeszcze na połówki). Przygotowane warzywa wrzucamy na rozgrzaną, suchą patelnię, smażymy kilka minut co jakiś czas mieszając (na średnim ogniu) aż zaczną się rumienić.

Do lekko zarumienionych warzyw wlewamy sos sojowy, 2-3 łyżki wody, dodajemy posiekaną kolendrę i sporą ilość ostrej papryki, mieszamy, przykrywamy i dusimy jeszcze 2 minuty.




Gdy warzywa będą już miękkie wbijamy 2 jajka, ponownie przykrywamy i czekamy aż białko się zetnie (żółtka powinny zostać płynne lub półpłynne - wedle preferencji).
Gotową "szakszukę" posypujemy posiekanym szczypiorkiem i opcjonalnie dodatkową porcją świeżych ziół i/lub świeżo zmielonego pieprzu.




Możecie dorzucić do tego jeszcze jedno jajko i dodatkowe, świeże warzywa otrzymując śniadanie białkowo - tłuszczowe. Ja zawsze jem węglowodany do śniadania, także oczywiście polecam to danie w towarzystwie razowego chleba, kilka przepisów znajdziecie tutaj: KLIK.

 

poniedziałek, 10 lipca 2017

Razowa tarta z kurczakiem, fetą i szpinakiem

Kilka dni temu wrzucałam na instagramie zdjęcie tarty, którą razem z mężem spontanicznie zmontowaliśmy na obiad. Byliście bardzo zainteresowani przepisem, więc ponowiłam wypiek zapisując ilości składników i oto jest - klasyczne połączenie czyli tarta z kurczakiem, fetą i szpinakiem, dodatkowo na zaostrzenie smaku oliwki i suszone pomidory :-)

Jeśli chodzi o mąki użyte do spodu, to był to taki nieplanowany mix tego, co zostało mi jeszcze w szafce, ale przynajmniej bez udziwnień i każdy z Was może sobie skorzystać.
Ja użyłam razowej mąki pszennej jako bazy, ale orkiszowa lub drobno mielona żytnia też się sprawdzą.





Razowa tarta z kurczakiem, fetą i szpinakiem
cała tarta (forma o średnicy 27 cm) dostarcza średnio:
1450 kalorii; 114g białka; 45g tłuszczu 143g węglowodanów

spód
  • 160 g mąki orkiszowej lub pszennej, razowej
  • 50 g mąki żytniej, typ 720
  • 120 ml wody
  • 8 g oleju rzepakowego (łyżka)
  • łyżka oregano
  • 2/3 łyżeczki soli
  • 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
wypełnienie
  • 300 g kurczaka
  • 50 g sera feta
  • 25 g oliwek
  • 20 g suszonych pomidorów
  • 2 jajka
  • 120 g jogurtu
  • 1 duża, czerwona cebula
  • 300g świeżego szpinaku
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 g oleju rzepakowego (łyżeczka)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • 1 łyżeczka oregano + 1 łyżeczka bazylii
  • 1/3 łyżeczki pieprzu ziołowego




Wszystkie suche składniki na ciasto łączymy w misce, następnie dodajemy wodę i tłuszcz, wstępnie mieszamy łyżką, a następnie ręcznie wyrabiamy ciasto.
Przed wałkowaniem warto schłodzić je przez 30 minut w lodówce, ale nie jest to konieczne.

Ciasto wałkujemy delikatnie podsypując mąką, powinno być dość cienkie, około 3 mm.
Gdy otrzymamy już kształt koła wielkości naszej formy (średnica około 27 cm, najlepiej silikonowa, jeśli nie to używamy papieru do pieczenia) - układamy w niej ciasto, a następnie widelcem robimy dziurki, spód podpiekamy w temperaturze 180'C przez 12 minut.




W między czasie pokrojonego w niedużą kostkę kurczaka nacieramy solą, ostrą papryką i oregano, smażymy bez tłuszczu razem z drobno posiekaną cebulą aż mięso delikatnie się zarumieni, następnie ściągamy z patelni.

Na łyżeczce oleju podsmażamy zmiażdżony czosnek, po minucie dodajemy szpinak i dusimy pod przykryciem 2-3 minuty aż całkiem "zwiędnie", na patelnię ponownie wrzucamy podsmażone mięso z cebulką, odstawiamy.

W dużym kubku roztrzepujemy jajka z jogurtem, posiekanymi suszonymi pomidorami, bazylią, szczyptą soli i opcjonalnie (jeśli lubicie pikantne) dodatkową porcją pieprzu.




Zawartość patelni wsypujemy na podpieczony spód, zalewamy wszystko mieszanką jajek i jogurtu, rozprowadzamy łyżką. Na wierzch nakładamy pokruszony ser feta oraz połówki oliwek, lekko dociskamy.

Tartę pieczemy w 180'C przez kolejne 25 minut.




A zostając w temacie pieczenia - serdecznie zapraszam Was na WARSZTATY z faszerowania warzyw! Już 21 lipca w Zabrzu :-)

środa, 21 czerwca 2017

Fit tarta bez pieczenia

Tarta bez pieczenia.. niech będzie tartą studencką - ukłon w stronę kubków smakowych smutnych nie-posiadaczy piekarnika - trzeba sobie radzić! Tylko mi nie mówcie, że nie macie blendera.

Powiem Wam tak - to nie jest najpiękniejszy wypiek mojego życia.
Prawdopodobnie nie nadaje się na pierwsze spotkanie z przyszłą teściową.
Prawdopodobnie troszkę się przyklei, może lekko zsunie się masa serowa przy nakładaniu kawałka..
Ale Panie i Panowie - jakie to dobre, jakie to dobre!

To się nazywa totalnie wyważony deser - spód ulepek - dosłownie i w przenośni, nic innego z daktyli powstać nie mogło, następnie podwójnie kwaśna masa serowa, a potem to już sezonowe szaleństwo - co tam lubicie najbardziej, myślę, że z malinami z ogródka byłby już totalny odjazd.




Fit tarta bez pieczenia
cała tarta dostarcza średnio: 1760 kalorii; 67g białka; 72g tłuszczu; 210g węglowodanów

spód
  • 150 g daktyli
  • 30 g płatków jaglanych lub zmielonych płatków owsianych
  • 30 g siemienia lnianego
  • 50 g nasion słonecznika
  • 50 g pestek dyni
  • 30 ml wrzątku
  • szczypta cynamonu
  • szczypta soli
  • 1/3 łyżeczki oleju kokosowego
masa serowa
  • 300 g serka 0% (Maluta, Emilki)
  • 1 łyżeczka soku z limonki
  • kilka listków bazylii
  • 25g nasion chia
  • 50 g ksylitolu/erytrolu/cukru trzcinowego
owoce na wierzch
  • 50 g borówek lub jagód
  • 100 g truskawek




Ciasto przygotowujemy wieczorem, dzień przed planowanym spożyciem.

Daktyle zalewamy ciepłą wodą, odstawiamy na minimum 45 minut.
Siemie lniane zalewamy odrobiną wrzątku, mieszamy łyżeczką, również odstawiamy.

Nasiona słonecznika i pestki dyni mielimy na "proszek" w blenderze, to samo robimy z płatkami jeśli używamy owsianych lub orkiszowych/żytnich.

Po 45 minutach odlewamy wodę z daktyli (powinny być całkowicie miękkie), do namoczonych owoców przelewamy kleik z siemienia lnianego, dodajemy szczyptę soli oraz cynamon - mielimy razem do otrzymania kleistej masy, do której następnie wsypujemy zmielone płatki i nasiona, całość zagniatamy otrzymując lepkie "ciasto".

Małą foremkę na tartę (średnica 21-24 cm, moja ma 22) wykładamy papierem do pieczenia, który dodatkowo bardzo delikatnie natłuszczamy olejem kokosowym.
Do środka wkładamy przygotowaną masę i za pomocą dłoni, a następnie łyżki rozprowadzamy masę i formujemy ją wzdłuż ścianek foremki tworząc spód, wkładamy do lodówki na całą noc.

W między czasie blendujemy serek z nasionami chia, sokiem z limonki, bazylią oraz słodzidłem (u mnie erytrol), przygotowaną masę również zostawiamy na noc w lodówce.





Rano przygotowany spód wyciągamy z foremki (najlepiej obrócić całość na chwilę do góry nogami, następnie odkleić delikatnie papier do pieczenia i przełożyć spód na paterę/płaski duży talerz).
Jeśli nie wyjmiemy ciasta z formy to później będzie jeszcze trudniej każdy kawałeczek odklejać od papieru.

Do naszego spodu przekładamy zgęstniały już serek limonkowo-bazyliowy, rozprowadzamy i wstawiamy do lodówki na kolejną godzinę, tuż przed podaniem dekorujemy świeżymi owocami.




Ciasto bezwzględnie przechowujemy w lodówce, nie zostawiamy go na stole na godzinę po ukrojeniu sobie kawałka, bo troszkę się nam rozpłynie.
Dużo prostszą wersją tego ciasta byłyby mini "tartaletki" przygotowane w silikonowych foremkach, wtedy nic nie trzeba kroić serek nie ucieka, całość jest bardziej podzielna.

Czuje, że to nie będzie moja ostatnia tarta bez pieczenia - jestem zakochana :-) 

piątek, 9 czerwca 2017

Dietetyczne lody bananowo cynamonowe

Ostatnio jak grzyby po deszczu wyrastają w moim mieście nowe lodziarnie.
Takie wiecie - "lody rzemieślnicze".
Zwiedzam oczywiście wszystkie po kolei, bo jestem ludożercą, czasem trafi się coś pysznego, czasem wielkie rozczarowanie..postanowiłam więc zrobić jedno z moich ulubionych połączeń sama.
Nie mam maszynki do lodów, tak jak pewnie większość z Was, więc mam nadzieję, że skorzystacie z tego na prawdę banalnego przepisu na lody bananowo cynamonowe!




Dietetyczne lody bananowo cynamonowe
przepis na 2 nieduże porcje, jedna porcja dostarcza:
128 kalorii; 2.5g białka; 1.3g tłuszczu i 27g węglowodanów 
 
  • 2 dojrzałe, nieduże banany (180g)
  • płaska łyżeczka cynamonu (2g)
  • 70 g jogurtu naturalnego lub sojowego
  • 10 g rodzynek lub np. suszonych śliwek




Dojrzałe, pokrojone banany wkładamy w pudełeczku do zamrażalnika na minimum 2 godziny.

Rodzynki zalewamy wrzątkiem, po 15 minutach odlewamy wodę.

Gdy owoce będą już całkowicie zamarznięte wrzucamy je do blendera lub kubka.
Pozwalamy owocom lekko odtajać przez kilkanaście minut, następnie dodajemy jogurt i cynamon, blendujemy do uzyskania jednolitej masy (jak będzie ciężko szło to zostawiamy jeszcze na kilka minut). Pod koniec do masy dodajemy rodzynki i raz jeszcze blendujemy przez kilka chwil.




Najlepiej jednorazowo robić małą porcję lodów - zajmuje to tylko kilka chwil, a wsadzone do zamrażalnika będą się lekko krystalizować. Zdecydowanie najlepsze są świeże :-)
Jeżeli nie lubicie rodzynek to w alternatywie świetnie sprawdzą się suszone śliwki lub daktyle!
Tutaj znajdziecie pozostałe przepisy na LODY :-)
 

 

środa, 7 czerwca 2017

Komosa z kurczakiem, fetą i surowym kalafiorem!

Komosa z kurczakiem to ostatnio jedno z moich ulubionych połączeń.
Nie mam problemów z glutenem, ale komosa zawsze bardzo łagodnie traktuje mój brzuch, więc teraz, kiedy sporo biegam jest dla mnie idealnym wyborem.
Dzisiaj chciałam przygotować dla Was jakiś fajny mix z rzeczy, które miałam w lodówce (o dziwo dziś coś więcej niż jajka i światło), koniec końców postanowiłam zadebiutować z surowym kalafiorem! Jeszcze nigdy nie jadłam go w takiej formie, to samo tyczy się brokułów, ale nie powiem - w takiej rozdrobnionej wersji to bardzo fajne przemycenie surowego warzywa do dania (a mam niestety skłonności do gotowania/duszenia/smażenia wszystkich warzyw do obiadu).

Posiłek jest bardzo bogaty w białko, a z kolei ilość węglowodanów i tłuszczów nieduża jak na danie główne. Jeśli ktoś z Was je większe ilości tych makroskładników to idealnym dodatkiem będzie pokrojone w kostkę awokado i owoce granatu!






Komosa z kurczakiem, fetą i surowym kalafiorem
przepis na jedną, sycącą porcję, która dostarcza średnio: 
435 kalorii; 37g białka; 14.5g tłuszczu i 39g węglowodanów 
  • 50 g komosy ryżowej
  • 120 g piersi z kurczaka lub indyka
  • 20 g sera feta
  • 1/3 żółtej papryki
  • 1/3 czerwonej cebuli
  • 80 g kalafiora
  • garść świeżej bazylii
  • garść świeżego szczypiorku
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 1/3 łyżeczki kurkumy
  • 1/3 łyżeczki ostrej papryki
  • łyżeczka oregano
  • 5 g oleju kokosowego
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek




Mięso kroimy w drobną kostkę, nacieramy solą, przyprawami i ziołami.

Paprykę również kroimy w nie za dużą kostkę, cebulę siekamy, warzywa wrzucamy razem z kurczakiem na rozgrzany olej kokosowy, obsmażamy, a następnie dusimy kilka minut co jakiś czas mieszając.




W między czasie w lekko osolonej wodzie gotujemy komosę ryżową, wcześniej płuczemy ją na sitku.
Gotową komosę dodajemy do przygotowanego mięsa z warzywami.

Kalafior mielimy w siekaczu do cebuli lub blenderze, ostatecznie drobno siekamy lub ucieramy na tarce.
Tak rozdrobnione warzywo razem z pokruszoną fetą, posiekaną bazylią i szczypiorkiem również dodajemy do pozostałych składników, skrapiamy oliwą i mieszamy całość, podajemy w głębokim naczyniu lub miseczce.




Więcej przepisów z komosą znajdziecie TUTAJ
-----

czwartek, 1 czerwca 2017

Patelnie tytanowe, burgery, ciasto i konkurs!

To będzie chyba najdłuższy, najbardziej złożony i różnorodny wpis w mojej karierze ;-)
Aż nie chcę myśleć ile błędów interpunkcyjnych ktoś mądrzejszy ode mnie w nim zliczy.
Krótkie streszczenie tego, co będzie się działo:
- Recenzja moich nowych, nieśmiertelnych patelni tytanowych WOLL
- Przepis na proste, drobiowe burgery
- Przepis na razowe ciasto z truskawkami i rabarbarem
- Konkurs (dla fejsbukowiczów)

Czyste szaleństwo, do rzeczy więc, bo jeszcze się okaże, że platforma blogger ma jakiś limit słów.




Na tapetę bierzemy dwie patelnie, z użyciem każdej przygotowałam dla Was jeden przepis.
Zacznijmy mocno sezonowo - burgery!


Drobiowe burgery z kolendrą i suszonymi pomidorami
przepis na 3 nieduże burgery
  • 250 g piersi kurczaka
  • 3 duże, suszone pomidory
  • garść posiekanego szczypiorku
  • garść posiekanej kolendry
  • duży ząbek czosnku
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżka ziół prowansalskich
  • 1/2 łyżeczki pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli




Mięso z kurczaka lub indyka mielimy - jeśli Pani w mięsnym nie chce tego dla Was zrobić, a nie posiadacie maszynki do mielenia mięsa - możecie tak jak ja skorzystać z siekacza do cebuli ;-)

Do mięsa dodajemy posiekane składniki - kolendrę, szczypiorek, suszone pomidory, a następnie doprawiamy ziołami, solą, pieprzem i zmiażdżonym czosnkiem, całość dokładnie mieszamy.




Dłonie zwilżamy wodą i formujemy 3 płaskie kotleciki, grillujemy 2-3 minuty z obu stron na patelni grillowej diamond.  Jeśli nie jadacie pieczywa, to idealnym dodatkiem będą pieczone bataty!

Patelnia grillowa Diamond - trochę faktów i moje odczucia.

Patelnię testuje już kilka tygodni, grillowa była na mojej liście "must have" już od dawna.
Najważniejszą cechą wszystkich patelni, których używam musi być powłoka i trwałość.
Często smażę bez tłuszczu, więc to dla mnie priorytet.
Co oferuje producent?

1) Nanokompozytowa powłoka w technologii "non-stick" pozwala przygotowywać posiłki z minimalną ilością tłuszczu lub nawet go eliminować z wielu potraw.
2) Naczynia DIAMOND LITE firmy WOLL charakteryzują się niespotykanym nigdzie indziej przewodnictwem i kumulacją ciepła, co znacząco wpływa na zmniejszenie zużycia energii do gotowania (50-60% oszczędności) i pieczenia (ok. 90% oszczędności)!
3) Specjalna szlachetna powłoka - ceramika diamentowa - zapewnia długą żywotność naczyń. Są one w dużo większym stopniu odporne na ścieranie niż inne markowe naczynia.
4) 25-letnia gwarancja na równość dna, a także - wg standardów UE - 2 letnia gwarancja na powłoki i uchwyty. 
5) Każde naczynie posiada pokrywę firmy WOLL z hartowanego szkła.
6) Patelnie można bezpiecznie użytkować w piekarniku do temperatury 250'C
7) Produkty dostosowane są do wszystkich rodzajów kuchenek.




Po tych kilku tygodniach właściwie z niczym nie mogę się nie zgodzić.
Patelnia wydaje się być niezniszczalna, nie możliwa do przepalenia czy przypadkowego zarysowania. Dużym plusem jest popularna obecnie odpinana rączka, dzięki której zaoszczędzamy miejsce w szafkach (a patelnia jest dość spora).
Waga patelni mówi sama za siebie - grube dno, najlepsze materiały, pociecha na lata.
Ewidentnie można po kilku razach wyczuć, że patelnie warto dobrze rozgrzać, bo niesamowicie przewodzi (jest gorąca na dużo niższym poziomie indukcji - ekonomia) i trzyma temperaturę, nawet po wyłączeniu kuchenki można spokojnie pozostawić obiad "spóźnionej osobie" i jeszcze długo będzie czekał ciepły :-)
Powłoka spokojnie daje się dokładnie, bezboleśnie zmyć samą wodą, ale możecie również ze spokojem wrzucić ją do zmywarki! 




 Teraz będzie trochę o pieczeniu na patelni, w końcu nie ma to jak uniwersalny produkt... :-) 





Razowy placek z truskawkami i rabarbarem
  • 100 g rabarbaru
  • 150 g truskawek
  • 3 jajka
  • 200 g mąki pszennej razowej
  • 100 g maślanki
  • 60 g erytrolu, ksylitolu lub cukru
  • 15 g cukru wanilinowego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 20 g oleju kokosowego
  • 15 g płatków migdałowych
  • szczypta soli




Umyte owoce kroimy w kostkę.

Żółtka ubijamy kilka minut, dodajemy cukier, dalej ubijamy do uzyskania jasnej, gęstej konsystencji.
Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli.

Wysoką patelnię "Szafir" o średnicy 28 cm nacieramy odrobiną (ok 2-3 g) oleju kokosowego, piekarnik rozgrzewamy do 180'C.

Ubite żółtka mieszamy z ubitym białkiem, resztą oleju i maślanką, stopniowo dodajemy mąkę, wciąż delikatnie mieszając łyżką do uzyskania jednolitej masy, którą następnie przelewamy na patelnię i rozprowadzamy łyżką na grubość około 1,5-2 cm (początkowo nie zajmie całej powierzchni).

Ciasto posypujemy połową płatków migdałowych, następnie owocami (lekko dociskamy) i resztą płatków. Pieczemy w 180'C przez 30 minut.




Patelnia SZAFIR wysoka - moje odczucia.

Nic dziwnego, że ta patelnia to najpopularniejszy model marki WOLL.
To "naczynie" właściwie do wszystkiego!
Jej objętość i wysokość jest tak duża, że spokojnie:
1) Ugotujecie w niej warzywa, makaron, kaszę, mięso...
2) Zrobicie rodzinną porcję gulaszu/chili/leczo/każdego jednogarnkowca
3) Upieczecie ciasto
4) Użyjecie jako naczynia żaroodpornego
5) Usmażycie na nie bezbłędne placki bez tłuszczu

Jest genialna, smażę na niej placki codziennie i jej mycie ogranicza się do przetarcia wilgotną ściereczką, nawet ciasto jej nie pokonało, dla pewności delikatnie ją natłuściłam, ale było to zbędne.

Właściwie jedyną wadą, a zarazem zaletą obu patelni jest waga.
Przy załadowanej do pełna jakąś potrawą na prawdę ciężko jest ją utrzymać w jednej ręce, a drugą swobodnie nakładać.

-----

No i na koniec - KONKURS + KOD RABATOWY

Kod rabatowy to DIETETYCZNIE15  -15% na cały koszyk, ważny do 30.06.17


  1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Dietetyczne Fanaberie
  2. Fundatorem nagrody jest sklep www.patelnie-tytanowe.pl
  3. Czas trwania konkursu: 01.06.2017 – 7.06.2017
  4. Konkurs odbywa się na fanpage'u facebookowym bloga Dietetyczne Fanaberie. Zadanie konkursowe polega na zaproponowaniu 6 składników na pyszne szaszłyki z grilla oraz udostępnieniu posta konkursowego (publicznie). Wybiorę najsmaczniejsze połączenie!
  5. Nagrodą w konkursie jest patelnia Jusc Cook
  6. Zwycięzca zostanie wybrany dnia 8 czerwca.
  7. Autor jest zobowiązany do przesłania danych adresowych w wiadomości prywatnej facebook do 3 dni od daty ogłoszenia wyników.
  8. Nagroda główna zostanie dostarczona pod wskazany adres przez właściciela sklepu.


sobota, 20 maja 2017

Pieczona owsianka z gruszką, bez cukru

Nie wiedziałam, że kiedyś nastąpi taki dzień, w którym powiem "nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłam owsiankę".. a jednak, to właśnie dzisiaj.
Przeglądałam wczoraj leniwie instagram, ciocia Zielenina zainspirowała mnie tam swoim zdjęciem pieczonej owsianki. Przypomniało mi się, jak bardzo je lubiłam, a że ostatnimi czasy nie budzę się głodna, wręcz przeciwnie - spokojnie mogę poczekać aż coś wyjdzie z piekarnika.

Nie planowałam robić dzisiaj żadnego "przepisu", nie mam do tego głowy w ostatnich tygodniach, żyję z pustą lodówką i żywię się czekoladą, bo na nic nie mam czasu (remont już w fazie końcowej na szczęście..) skleciłam coś więc z tego co miałam w szafkach i połączyłam z dogorywającą gruszką. Tak więc jak widzicie - przepis jak zwykle banalny i nie musicie daleko szukać składników :-)

Owsianka wyszła zaskakująco dobra jak na prowizorkę oraz wbrew pozorom jest wyjątkowo słodka.




Pieczona owsianka z gruszką, bez cukru
przepis na jedną porcję, która dostarcza średnio: 370 kalorii; 12.5g białka; 10.5g tłuszczu; 55g węglowodanów
  • 35 g płatków owsianych lub mixu płatków różnych zbóż
  • 50 ml wrzątku
  • 1 duża, bardzo dojrzała gruszka (200g)
  • 1 łyżeczka wiórków kokosowych (5g)
  • kilka orzechów nerkowca (10g)
  • 1 białko jaja kurzego
  • 2 śliski suszone (10g)
  • spora szczypta soli




Płatki owsiane, sól oraz wiórki zalewamy odrobiną wrzątku, mieszamy, odstawiamy na 2-3 minuty.

Gruszkę kroimy w kostkę, orzechy i suszone śliwki siekamy, razem z białkiem jaja dodajemy do płatków, mieszamy dokładnie i przekładamy masę do niewielkiego naczynka do zapiekania.

Owsiankę pieczemy w 200'C przez 20 minut.




Owsianka wbrew pozorom jest dość treściwa, ale w wersji "bogatszej" w kalorie i białko będzie idealna, jak po wyjęciu z piekarnika nałożycie na nią 2-3 łyżki serka wiejskiego!